DIMENSION OF SILENCE - ''DIMENSION OF SILENCE'' (2025)
Dodane przez muzol dnia 06.01.2026
Zawsze miałem słabość do szeroko pojętego rocka progresywnego. Dlatego też, gdy wybrzmiały pierwsze dźwięki Dimension of Silence, to poczułem, że to będzie coś wartościowego. Ten projekt muzyczny tworzy dwóch artystów: Marcin Szlachta (instrumenty klawiszowe, syntezatory, gitara basowa, organy Hammonda, gitara elektryczna oraz Tomasz Pyz (gitara basowa, programowanie). Perkusja też jest, ale wygenerowana elektronicznie. Nie ma żadnych partii wokalnych.
Treść rozszerzona
Zawsze miałem słabość do szeroko pojętego rocka progresywnego. Dlatego też, gdy wybrzmiały pierwsze dźwięki Dimension of Silence, to poczułem, że to będzie coś wartościowego. Ten projekt muzyczny tworzy dwóch artystów: Marcin Szlachta (instrumenty klawiszowe, syntezatory, gitara basowa, organy Hammonda, gitara elektryczna oraz Tomasz Pyz (gitara basowa, programowanie). Perkusja też jest, ale wygenerowana elektronicznie. Nie ma żadnych partii wokalnych.

Na albumie znajdziemy osiem pasjonujących kompozycji. Dla projektu charakterystyczne jest mieszanie różnych stylów muzycznych. Mamy tu i tradycyjnie rozumianą twórczość syntezatorową połączoną z rockiem progresywnym, new age, a nawet synthpopem i muzyką filmową.
To, co słyszymy doskonale działa na wyobraźnię. Weźmy choćby otwierający płytę ‘’First page’’, który kojarzy mi się z powolnie uruchomiającą się tajemniczą maszyną. Z kolei słuchając ‘’Neoclassical marmelade’’ możemy poczuć się tak jakbyśmy słuchali poematu symfonicznego w szykownej operze. Bardzo podoba mi się ‘’The prism of time’’, w której dźwięki gitary akustycznej pięknie korespondują z syntezatorami oraz perkusją.
Echa Pink Floyd z lat 70-tych (zwłaszcza z okresu ‘’Wish you were here’’) pobrzmiewają w ‘’Message for Mr Edgar.’’ Sympatyków Genesis (też z lat 70-tych) na pewno zainteresuje ‘’Journey into the dephts.’’ Muzykom udaje się pięknie przywołać najlepsze czasy dla rocka progresywnego.
Takich dyskretnych nawiązań do stylistyki innych mistrzów progresji można znaleźć znacznie więcej. Wsłuchajmy się w kompozycję w ‘’Where have you been for so long’’ i w partie gitary, które przypominają mi Mike’a Oldfielda. W ‘’Perfect plan’’ ciepłe brzmienie syntezatora mogą kojarzyć się z Markiem Bilińskim.
Kompozycje są rozbudowane formalnie, bogate brzmieniowo i atrakcyjne melodycznie. Często jest tak, że między utworami nie ma długich przerw więc można odnieść wrażenie, że słuchamy epickiej suity.
Wszystko to sprawia, że płyty wysłuchałem z dużą przyjemnością i wielką satysfakcją. Zagłębiając się w te dźwięki wyruszamy w fascynującą podróż po różnych pejzażach dźwiękowych. Może następnym razem artyści zdecydują się dodać do tkanki brzmieniowej jakieś ludzkie głosy? Mogłoby to dać ciekawy efekt.