Recenzja z Metal Hammer - część 1
Dodane przez muzol dnia 13.08.2011
Tegoroczny Metal Hammer Fest był dla mnie i myślę,że dla sporej części fanów metalu bardzo ważny.Nareszcie, po latach, doczekaliśmy się Judas Priest i to w prawie oryginalnym składzie! Warto więc było wybrać się do katowickiego Spodka, choćby dla tego legendarnego zespołu.
Treść rozszerzona
Tegoroczny Metal Hammer Fest był dla mnie i myślę,że dla sporej części fanów metalu bardzo ważny.Nareszcie, po latach, doczekaliśmy się Judas Priest i to w prawie oryginalnym składzie! Warto więc było wybrać się do katowickiego Spodka, choćby dla tego legendarnego zespołu.

Oprócz głównej gwiazdy wystąpiło jeszcze 7 metalowych grup:Animations,Soulburners,Mech,Tank,Vader,Exodus oraz Morbid Angel.Prawie punktualnie o 13 stawiłem się w katowickim Spodku i z niecierpliwością czekałem na pierwszy festiwalowy występ.

O 13.50 na scenie pojawili muzycy polskiego Animations i dali półgodzinny show.Po przesłuchaniu ostatniej płyty ,,Reset your soul'' oczekiwałem wiele po ich koncercie.Jednak mocno się zawiodłem - muzycy zaprezentowali dziwaczną, jak dla mnie, mieszankę metal core'a z deathem i elementami progresji(obecność klawiszowca w składzie).Rozczarował mnie nowy wokalista,który pociągnął pewnie pozostałych kolegów z Animations właśnie w stronę death core'a.A gdzie się podziały te poruszające progresywne dźwięki?Podobały mi się tylko dwa utwory i przede wszystkim, nie zawsze dobrze słyszalne, sola klawiszy.Zespół zagrał dla garstki fanów zgromadzonych na płycie.

Od razu nasunęła mi się refleksja - czy to był dobry pomysł aby festiwal odbywał w środku tygodnia(i to jeszcze o godzinie 13.00)?Może lepiej było ograniczyć liczbę występujących zespołów?Poza tym, czy nie lepszym rozwiązaniem byłoby zorganizować ten koncert np.w sobotę, kiedy mniejsza część osób pracuje?

Po krótkiej przerwie na scenie pojawiła się kolejna polska grupa - rock 'n' rollowy Soulburners.Koncert ten na szczęście zatarł złe wrażenie po występie Animations.Muzycy zagrali dynamicznego i metalicznego rock'n rolla spod znaku Motorhead,a nawet Kiss.Szkoda tylko,że teksty były śpiewane po angielsku(może użycie naszego rodzimego języka dałoby ciekawy efekt)?

Występ Mechu był dla mnie największym rozczarowaniem tego festiwalu.Cały czas mam w pamięci dwie udane płyty,które zespół nagrał w latach 80-tych. Dlatego też mało mnie przekonuje nowe,metalowe oblicze Macieja Januszko i spółki.
Usłyszeliśmy kilka nowych utworów(między innymi ,,Twojego zabójcę''), ,,Painkillera'',a także stare kompozycje takie jak ,,Piłem z diabłem Bruderschaft'', ,,Brudna muzyka''.I właśnie te nowe aranżacje starych hitów grupy w ogóle nie były dla mnie przekonywujące.Sam Mech zaprezentował się jako tak zwany,,polski odpowiednik'' grupy Ozzy'ego Osbourne'a.Ale czy jest to powód do dumy?


Mech nie ma pomysłu na własne brzmienie,Januszko za bardzo upodabnia się nie tylko wokalnie,ale i wizualnie, do Ozza,a gitarzysta gra bardzo podobnie do Zakka Wylde'a.Do tego na scenie w pewnym momencie pojawił się gość,który wydawał z siebie jakieś nieartykułowane wrzaski.Sporym zaskoczeniem było zaproszenia na krótkie jam session z Mechem samego Jerzego Styczyńskiego(gitarzysty Dżem jakby ktoś nie kojarzył:-) ).I tak właśnie skończył się ten bardzo chaotyczny koncert.Pozostała jedynie refleksja,że od takiego zespołu jakim był Mech w latach 80-tych można wymagać znacznie więcej...

Nadszedł nareszcie czas na wyczekiwany przeze mnie zespół TANK - jeden z wielu reprezentantów Nowej Fali Brytyjskiego Heavy Metalu.Moim zdaniem był to pierwszy naprawdę udany występ tego wieczoru.Potężne brzmienie gitar,wzorowa praca sekcji rytmicznej oraz mocny głos Doogiego White'a(znanego między innymi ze współpracy z Rainbow - płyta ,,Stranger in us all'') to główne atuty tej grupy.Usłyszeliśmy, przede wszystkim, utwory z ostatniego albumu,,War machine'' takie jak: najlepszy z setlisty ,,Judgement day'',a także ,,Feast of the devil'' , ,,Phoenix rising'' oraz klasyczne ,,This means war'' i ,,The war drags ever on''.Tank miał całkiem selektywne ,mocne brzmienie i został dobrze przyjęty przez publiczność,która coraz liczniej gromadziła się pod sceną.

Po nieco dłuższej przerwie na scenie pojawili się starzy wyjadacze z Vader.Koncert niczym specjalnym nie zaskoczył. Najbardziej podobały mi się zagrane na sam koniec covery: ,,Black Sabbath'' wiadomego zespołu i nieco chaotycznie zagrany ,,Raining blood'' Slayera.Wadą występu było niezbyt czytelne brzmienie gitar(słychać było głównie świetne solówki Pająka) i zdecydowanie za głośna perkusja.Dla fanów Vadera był to zapewne udany występ,ale ja byłem nieco znużony.Inna sprawa,że nigdy nie byłem jakimś wielkim fanem twórczości Vader(zespół zawsze wydawał mi się jedynie ciekawym połączeniem grania spod znaku Slayer i Morbid Angel).Więc może trudno mi jakoś w miarę obiektywnie oceniać ich muzykę.

Po zabójczym death metalu Vadera przyszedł czas na równie agresywny show legendarnego Exodusa.Koncert starych thrash metalowców jednak nie specjalnie mnie porwał.Znowu dało znać o sobie mało czytelne brzmienie gitar i za bardzo ,,wysunięta do przodu'' perkusja.Muzycy skupili się głównie na promowaniu najnowszych swoich dokonań.Z dawnych kompozycji usłyszeliśmy jedynie ,,And there were none'' i ,,Strike of the beast''.I właśnie te klasyczne utwory najbardziej mi się podobały.Sam Exodus, moim zdaniem, za bardzo poszedł w agresywne granie kosztem melodyjności.Poza tym prawie wszystkie utwory były zagrane w tym samym szybkim tempie co wprowadziło pewną monotonię.Nie przepadam za ,,warczącym'' głosem Roba Dukes'a, ale trzeba przyznać,że dobry z niego frontman Podobał mi się moment, kiedy w tłumie pod sceną zrobił się na chwilkę taki pusty obszar,który na komendę Roba został po chwili zapełniony przez biegnących na siebie fanów.Po około godzinie muzycy zeszli ze sceny, by ustąpić miejsca kolejnej death metalowej gwieździe - Morbid Angel.

Na koncert ,,chorobliwego anioła'' trzeba było trochę poczekać.Przy wtórze mrocznego intra muzycy pojawili się na scenie.Pomimo tego,że nigdy nie byłem jakimś wielkim fanem ich twórczości to występ ten zrobił duże wrażenie.Zespół miał przede wszystkim najlepsze, jak do tej pory, brzmienie,światła i prezencję sceniczną.
W ciągu zaledwie godziny muzycy zagrali wiele swoich klasycznych utworów takich jak na przykład: ,,Immortal rites'' z mistycznymi partiami chóralno - klawiszowymi, rozpędzony ,,Maze of torment'', ,,Angel of disease'', ,,Fall from grace'', ,,Chapel of ghouls'' czy też kompozycje z ostatniej płyty ze świetnym ,,I'm morbid'' na czele.Mogliśmy nawet posłuchać ..odjechanego i obłąkanego'' sola Trey'a Azagotha.

Pomyślałem w czasie koncertu,że gdybym miał wybierać zespół,którego muzyka byłaby ścieżką dźwiękową do piekła to Morbid Angel byłby zapewne w pierwszej dziesiątce.Zauważyłem też,że publiczność,która już zapełniła około 2/3 Spodka, była w trakcie występu nieco zdezorientowana - ludzie nie wiedzieli za bardzo czy przy pokręconej rytmicznie muzyce morbidów szaleć czy po prostu spokojnie patrzeć i słuchać.Dla mnie show Morbid Angel to był drugi mocny punkt tamtego wieczoru.